czwartek, 8 sierpnia 2013

po raz tysięczny - cześć

Trzydziesty lipca wyszedł dość lipnie i ku zdziwieniu Mateusza szybko stąd zniknął, tylko po to żebym za kilka dni znów poczuła przypływ nudy i chęci na nicnierobieniebogorąco i ogarnęła wam buntowników. Plus, jestem zmęczona po dzisiejszym ataku małej szarańczy. Nie ma to jak wykąpać się rano i wyjść na podwórko bez psychicznego przygotowania na trzy małe słodzinki w średnim wieku 3,5 roku, które z prawie bojowym okrzykiem 'ciocia monika, ciocia monika!' rzuciły się na mnie tak, że prawie się wywróciłam, a potem każdą po kolei musiałam nosić na rękach (butami ubrusziły mi całe spodenki, dół bluzki i nogi), bo przecież strasznie za mną tęskniły. Mój pies stanowczo przestał je lubić po 3 minutach od ich poznania, kiedy to jedna z nich trzymała go żeby nie uciekł a druga karmiła go kocią karmą, warto chyba wspomnieć, że karmiła go łyżeczką.
Do poniedziałku muszę ogarnąć mój kurs. Wszystko byłoby mega super, gdyby nie to, że po ostatnim formacie nie mam na kompie testów. Jedyną rzeczą jaka powstrzymuje mnie przed zabiciem Kacpra jest więzienie. No ale, cwana ja, znalazłam na necie kilka stron z pytaniami, mam nadzieję, że dam radę. Poza zdaniem tego za pierwszym razem motywuje mnie jeszcze Aśka, która stwierdziła, że jak zawale to wyrwie mi nogi z dupy i mogę pożegnać się z gdańskiem. No więc wielki szacun, zakuwam w wakacje.




Aśka przekonuje młodychpięknychniewyspanych do czytania erotycznych książek i tolerancji, a my będziemy buntować się przeciw nieczytaniu erotycznych książek, przeciw nietolerancji i tysiącu innych rzeczy.
KTO NAM ZABRONI, A CO.

1 komentarz: