wtorek, 10 września 2013

szlachta się bawi na salonach

Ogólnie rzecz ujmując - nie minął jeszcze nawet tydzień szkoły, a nasza kozacka pani zorganizowała nam wycieczkę. Cel iście edukacyjny - pod chwytliwą nazwą 'SALON MATURZYSTÓW' ukryta politechnika białostocka. Gdyby nie to, że siedziałam wczoraj do chyba 1 przy zadaniach, a dziś przed 6 musiałam wstać to byłoby w ogóle proelo, bo przynajmniej bym się wyspała i nie muliła w autobusie. Na szczęście tyły znów nasze, ja i Jolka miszcze <cwaniak2>, a grupa, która na potrzeby bloga zostanie określona jakże młodzieżowym określeniem high5 (Jolka, Ulka, Patryk, Benek, ja) balowała przy świetnej muzie kierowcy. Ze spania więc nic nie wyszło.
Czułam się jak sardynka w puszcze, kiedy weszliśmy do tego budynku, a już od progu napadła mnie jakaś panna z gazetami, wciskając mi jedną w dłoń, z jakże przekonującym argumentem, że musi się tego pozbyć. :) Wykład o pl/matmie/ang był tak fascynujący, że okazało się, że nauczyciele w mojej szkole potrafią powiedzieć mi więcej o tych maturach niż eksperci z 'okręgowej komisji edukacyjnej'.
Przekonana, że może tak porycie będzie na obowiązkowych, poszliśmy 'pozwiedzać'. Zebrałam tyle papierów, że bolało mnie ramię od torby <ok>. No ale przynajmniej kiedy ja szukałam choćby namiastki informacji, która pomogłaby mi ogarnąć przyszłość, Jolka i Patryk żebrali o krówki <ok>. Poszłam na wykład bio/geo. No byłoby ok, gdyby nie to, że dopiero po części biologicznej (pół h) okazało się, że nie musiałam na niej siedzieć i przyjść dopiero na samą geo. Wielkie dzięki za Karolinę, która siedziała obok mnie i będąc w takiej samej sytuacji (czyt. zero wiadomości o bio), cisnęła ze mną ze wszystkich biologów. No na geo siedziałyśmy cicho, mówiąc tylko do siebie 'o, to było ostatnio' jak wszyscy wywalali oczy na zadania, a dumne my znałyśmy odpowiedź. No czyli jednak to, że nauczyciel jest wredny wcale nie znaczy, że nie umie uczyć. Tak to sobie obczaiłam.
Na 'obiedzie' obgadaliśmy nasz przyszły biznesplan i spotkałam Jarka! '-jak w szkole? -nie wiem, nie chodzę' - osobiście pozdrawiam.
Droga powrotna była oczywiście równie fascynująca, co cała reszta. Chłopcy bili się tak, że chyba mam zbity bark (dziękuję), a ja prawie całą drogę słuchałam muzyki i prawie spałam. PRAWIE w tym przypadku to naprawdę kolosalna różnica, bo dzieliły mnie ułamki sekund od wylądowania na fejsie pt. 'śpiąca monika' + dzięki Benek. Poza tym poznaliśmy czaderską piosenkę (klik). Wróciłam do domu i stwierdziłam, że jest beznadziejna, ale za dwa dni będę ją przecież śpiewać dniami i nocami (przygotuj się Aśka).
Jakby na to nie patrzeć, lepsze to niż szkoła.

*Patryk próbujący włączyć klimatyzację w autobusie*
monika - zostaw to, jest mi zimno 
beniamin - a ty myślisz, że go to obchodzi 
patryk - no właśnie hahahaha
fak ju :*




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz